Drugi listopada. Część 1.
an Domhnach, an 1ú lá de mhí na Samhna 2026
⊕
Znowu nadszedł ten szczególny czas, kiedy myśli o zmarłych Bliskich (i tak mocno obecne na co dzień) wracają z podwójną mocą.
Słowa nie oddadzą jak bardzo każdego dnia tęsknimy za Busią, Wujkiem Ryśkiem, Anusią, Wujkiem Frankiem i Ciocią Stasią. Jak bardzo brakuje Ich obecności, serdeczności i pomocnych dłoni…
Nieustająco ciepło, z równą tęsknotą i uśmiechem wspominamy Prababcię Rózię, Babcię Marysię, Ciocię Magdę i Dziadka Kazika…
[*] [*]
* * *
Znacie dobrze mnie i moją celtycką pasję. W tym kontekście poniższa śmierć boli szczególnie mocno.
13 kwietnia, świat szeroko rozumianego Celtyku pożegnał jedną ze swoich ikon.
Maire Brennan, zwana Moyą, była najstarszą z dziewięciorga rodzeństwa w muzycznej rodzinie zespołu Clannad. Na scenie od ponad pięciu dekad, przez lata pełniła funkcję głównej wokalistki grupy.
Na swoim koncie ma ponad 30 płyt studyjnych. Odnosiła sukcesy zarówno pod szyldem Clannadu (przeboje takie jak „I Will Find You” z „Ostatniego Mohikanina”, cała ścieżka dźwiękowa do „Robina z Sherwood”, „Theme From Harry’s Game”), w projektach solowych (chociażby „Perfect Time” z „Mgieł Avalonu”, czy „Tell Me Now” z „Króla Artura”), czy z innymi artystami (np. „Saltwater” z Chicane lub „Where The River Flows” z Mikiem Oldfieldem).
Od lat posiadaczka nieformalnego tytułu „Pierwszej Damy muzyki celtyckiej”, który współdzieliła ze swoją siostrą Enyą oraz Kanadyjką Loreeną McKennitt.
Spokojna, ciepła, serdeczna. Wszyscy, którzy Ją znali, twierdzą, że sama Jej obecność potrafiła człowieka podnieść na duchu.
Zdobywczyni wielu nagród. Jej głos od dawna należy do grona tych, utożsamianych z samą Irlandią. Jak zwykle w takich przypadkach, Moya będzie żyć nadal – we wspaniałej muzyce, jaką pozostawiła.
Odeszła spokojnie, we własnym domu, w otoczeniu rodziny. Miała 73 lata.
*
Dosłownie kilka dni temu, 29 października, świat zaskoczyła i zasmuciła wieść o śmierci Patricka Stewarta – wybitnego aktora teatralnego, filmowego i telewizyjnego. Karierę rozpoczął 50 lat temu, jako członek uznanej Royal Shakespeare Company, założonej w XVI wieku przez samego Szekspira. Tam poznał swojego wielkiego, długoletniego przyjaciela, sir Iana McKellena, z którym razem zagrali w kilku filmach z serii X-Men.
Dla współczesnych fanów sir Patrick na zawsze pozostanie profesorem Xavierem z X-Menów (w tej roli zobaczymy go po raz ostatni w grudniu, w „Avengers: Doomsday”),, kapitanem Picardem z uniwersum Star Treka, czy Ryszardem Lwie Serce z parodii Mela Brooksa: „Robin Hood: Faceci w rajtuzach”.
Przyjaciele i współpracownicy wspominają go jako człowieka niezwykle skromnego i zawsze nienagannego – w codziennym zachowaniu oraz przygotowaniu do każdej roli. Zewnętrznym potwierdzeniem tego był tytuł szlachecki, który 2 czerwca 2010 roku otrzymał z rąk Elżbiety II. Patrick Stewart miał 86 lat. Legendy odchodzą 😦
*
Chris Rea był jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów brytyjskiej muzyki rockowej i bluesowej. Swoją karierę rozpoczął w lokalnych zespołach, zanim w 1974 roku wydał debiutancki solowy singiel „So Much Love”.
Przełomowy okazał się utwór „Fool (If You Think It’s Over)” z 1978 roku, który dotarł do 12. miejsca amerykańskiej listy przebojów Billboard i przyniósł nominację do nagrody Grammy dla najlepszego nowego artysty.
Na przestrzeni lat wydał 25 albumów studyjnych, sprzedając ponad 30 milionów płyt na całym świecie. Jego twórczość łączyła gatunki takie jak blues, pop, soul i soft rock z jego charakterystycznym, ciepłym głosem. Największe przeboje Chris Rea to m.in. „The Road to Hell”, „On the Beach” i niezapomniany świąteczny szlagier „Driving Home for Christmas”. Jedna z wersji, jakie słyszałem, utrzymuje, że ten hit powstał, kiedy piosenkarz stał w długim korku. Inna wersja z kolei mówi, że wtedy, gdy Chris czasowo stracił prawo jazdy.
To ostatnie może być bliższe prawdy, jeśli wziąć pod uwagę, że Rea był miłośnikiem motoryzacji. Brał udział w wyścigach modeli Ferrari i Lotus, startował w British Touring Car Championship, a w 1995 roku pracował w zespole Formuły 1 Jordan jako mechanik pit-stopów.
Polski wątek: Chris Rea napisał piosenkę „I Will Light A Candle For You”, zainspirowaną wybuchem stanu wojennego.
Przez wiele lat zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W wieku 33 lat zdiagnozowano u niego raka trzustki, co wymagało wielu operacji, w tym usunięcia trzustki, części żołądka i jelita cienkiego. W wyniku leczenia stał się diabetykiem. Przeszedł także udar w 2016 roku, a w 2017 roku zasłabł podczas koncertu.
Chris Rea przez niemal całe życie był związany z żoną Joan Lesley, którą poznał jeszcze jako nastolatek w rodzinnym Middlesbrough. Para wychowała dwie córki: Josephine, urodzoną w 1983 roku, oraz Julię, urodzoną w 1989 roku. Dla obydwu córek Chris napisał piosenki, które stały się przebojami.
Muzyk odszedł 22 grudnia zeszłego roku – spokojnie w szpitalu, w otoczeniu rodziny. Miał 74 lata.
*
23 kwietnia, w wieku 36 lat, w tragicznym wypadku drogowym zginął Łukasz Litewka.
Polski polityk, influencer, samorządowiec, poseł na Sejm z ramienia Nowej Lewicy. Od zawsze mocno zaangażowany w kwestie pomocy zwierzętom i ludziom. Każdą taką sprawę z pasją nagłaśniał, organizował różne wydarzenia i zbiórki, co przynosiło spektakularne, pozytywne efekty.
Jak dla mnie, Litewka był jedynym politykiem, który ani razu nie zachowywał się jak polityk. Takich ludzi bardzo w naszym politycznym bagienku brakuje, a strata Łukasza będzie tam odczuwalna jeszcze długo.
*
Sam Neill – aktor teatralny, telewizyjny i filmowy – zmarł 13 lipca w Sydney w Australii. Według oficjalnej informacji, odszedł w otoczeniu kochającej rodziny. Jest to bardzo smutne, zwłaszcza, że krótko przed śmiercią wygrał walkę z nowotworem krwi. Po chemioterapii jego odporność była bardzo osłabiona. Dlatego przebyte zapalenie płuc z taką łatwością go pokonało.
Dla większości świata, Neill już zawsze pozostanie sceptycznym doktorem Alanem Grantem z serii filmów o Parku Jurajskim. Nie przeczę, sam go w tej roli lubię, bo był tam świetny. Jednak w moim sercu szczególne miejsce ma jeszcze jedna jego kreacja, o której rzadko się szerzej mówi – tytułowego czarodzieja Merlina w miniserialu Hallmark Channel z 1998 roku. Jego tamtejszy występ to prawdziwa magia – na ekranie i poza nią.
Uśmiech na twarzy wzbudza jego cameo w jednym z filmów Marvela (tytuł mi uciekł), gdzie zagrał parodię Odyna, postaci Anthony’ego Hopkinsa.
*
Chuck Norris nie umarł. On tylko pozwolił Śmierci wpaść w odwiedziny. 20 marca świat zszokowała wiadomość o odejściu sześciokrotnego mistrza świata w sztukach walki, aktora, producenta i ikony popkultury.
Carlos Ray Norris w młodości wstąpił do amerykańskich Sił Powietrznych. Stacjonując w Korei Południowej, zakochał się w sztukach walki. Po powrocie do kraju otworzył pierwszą z całej sieci szkół, aby przekazać ludziom to, czego sam się nauczył.
Do świata filmu Chuck wkroczył z przytupem za sprawą Bruce’a Lee, który w 1972 roku obsadził go w roli swojego przeciwnika w „Drodze Smoka”. Ich pojedynek w ruinach Koloseum dawno przeszedł do legendy. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie – „Oddział Delta”, „Zaginiony w akcji”, „Człowiek prezydenta”, „Samotny Wilk McQuade”, czy „Niezniszczalni 2″ to tylko niektóre z tytułów, które ugruntowały jego pozycję totalnego przekozaka.
Największą popularność przyniósł Chuckowi jednak serial „Strażnik Teksasu” – stała pozycja w niedzielne przedpołudnia mojego dzieciństwa. Ciekawostka: Chuck miał irlandzką i indiańską krew. Między innymi dlatego w serialu tak często pojawiały się indiańskie motywy.
Norris odszedł ledwie kilka dni po swoich 86. urodzinach, z okazji których dziękował jeszcze fanom za całe wsparcie i sympatię, jakie przez lata od nich doświadczył. Ech, kolejna cząstka dzieciństwa odeszła w niebyt. Ale Zaświaty mają teraz przekichane…
*
Dziennikarstwo było u mnie drugą, obok tłumaczeń, dziedziną, która zawsze mnie fascynowała i z którą chciałem związać swoje życie. Stąd śmierć każdego dziennikarza budzi we mnie szczególny rodzaj smutku. Zwłaszcza, jeśli był to ktoś, kogo poprzez media widywałem od lat.
Taką osobą był zmarły 4 sierpnia Andrzej Morozowski. Zanim został bodaj najbardziej znanym dziennikarzem politycznym, ukończył Wiedzę o Teatrze na warszawskiej Akademii Teatralnej. W 1989 roku był „mężem zaufania” strony solidarnościowej, a potem często pojawiał się w Sejmie – najpierw jako reporter Radia Zet i później TVP. Współtwórca stacji TVN 24, z którą pozostał związany już do końca.
Ja sprzed lat kojarzę program „Teraz My!”, prowadzony wspólnie z Tomaszem Sekielskim, a w ostatnich latach „Tak jest!”. Prywatnie podobno bardzo ciepły człowiek, z ogromnym poczuciem humoru. Profesjonalista do szpiku kości. Pan Morozowski zmagał się z nowotworem. Miał 69 lat.
Jak zwykle od kilku lat, będzie jeszcze część druga…